
W skierowanym do sympatyków Ruchu Obrony Granic mailu lider ROG Robert Bąkiewicz stwierdził, że:
„Od szokujących wydarzeń w Berlinie minęło kilka dni. Dopiero teraz, po powrocie do Polski, badaniach, pobycie w szpitalu i kolejnej wizycie lekarskiej, mogę usiąść spokojnie do komputera. Mimo bólu w całym ciele, chcę napisać do Ciebie kilka słów i opowiedzieć z pierwszej ręki, jak to naprawdę wyglądało.
Video w lepszej jakości i zwolnionym tempie. Niemieccy policjanci sadystycznie katują polski patriotów
https://roty.pl/video-w-lepszej-jakosci-i-zwolnionym-tempie-niemieccy-policjanci-sadystycznie-katuja-polski-patriotow/
Kiedy jechaliśmy do Berlina, nikt z nas nie spodziewał się takiego finału. Chociaż wiemy – Ty i ja – jak to jest z Niemcami. Jakich okrucieństw dopuszczali się w historii. Jak trudne, bolesne i często zakłamane są dla nas ich zachowania.
Do dziś czekamy na reparacje, zwrot dzieł sztuki i po prostu historyczną uczciwość.
A jednak jechaliśmy do kraju, w którym należałoby się spodziewać minimum praworządności i standardów.
Chcieliśmy tylko jednego: pomodlić się za polskie ofiary niemieckiego terroru z czasów wojny.
Dokładnie rok temu Niemcy postawili tam głaz – rzekomo jako znak pamięci. Dla mnie to miejsce jest w istocie czymś uwłaczającym naszej narodowej godności. Ten 30-tonowy kamień to wszystko na co było stać posthitlerowski kraj w ramach zadośćuczynienia za swoje zbrodnie na Polakach. Po 86 latach.
Chcieliśmy ustawić przy nim symboliczny krzyż. Znak wiary, cierpienia, nadziei i naszej polskiej pamięci.
Kiedy wypakowaliśmy krzyż z samochodu i zaczęliśmy ustawiać naszą kolumnę, panował spokój. Chcieliśmy po prostu w godny sposób dojść na miejsce pamięci.
I nagle, na sygnale, podjechało kilkanaście niemieckich radiowozów. Z samochodów wysypały się dziesiątki funkcjonariuszy. Zostaliśmy otoczeni i nie pozwolono nam zrobić ani kroku więcej.
Jeden z policjantów mówił po polsku. Ale negocjacje jakie wspólnie z Pawłem prowadziliśmy za jego pośrednictwem z niemieckimi służbami, to seria absurdów jak z kabaretu.
Najpierw upierali się, że nasza inicjatywa nie została należycie zgłoszona. Że jeśli mamy kamizelki, polskie flagi i krzyż, to automatycznie stajemy się demonstracją polityczną.
W związku z tym Paweł zgłosił zgromadzenie. Ale wtedy okazało się, że to za mało. Po kilkudziesięciu minutach, podczas których policjanci rozmawiali z jakimś wysoko postawionym niemieckim urzędnikiem, oznajmiono nam, że i tak nie możemy iść dalej.
Dano nam szyderczy wybór: mogliśmy się rozejść do domów, albo pomodlić tu gdzie stoimy – pośrodku parku, między drzewami.
Niemiecka buta i arogancja dała o sobie znać w pełni. Niemcy postanowili nas upokorzyć.
Im dłużej trwała ta rozmowa, tym wyraźniej docierała do mnie brutalna prawda. Tam wcale nie chodziło o bezpieczeństwo czy porządek publiczny. Chodziło o to, aby polski krzyż, polskie tablice i polska prawda o niemieckiej odpowiedzialności nie pojawiły się w tym miejscu. Mogłyby przecież zaburzyć wygodny, sterylny obraz historii, jaki przygotowały sobie współczesne Niemcy.
Widząc, że sytuacja eskaluje, próbowałem skontaktować się z polskimi służbami dyplomatycznymi. Bezskutecznie. Dlatego wystosowałem apel poprzez moje media społecznościowe.
Bez nadziei na żadne uczciwe i sensowne porozumienie z niemiecką policją, podjęliśmy decyzję, że odśpiewamy Rotę, a potem w sposób w pełni pokojowy, spokojny, ale zdecydowany, ruszymy w stronę pomnika, niosąc krzyż na naszych barkach.
To co wydarzyło się w ciągu kilku następnych chwil, było niewiarygodne. Nigdy z czymś takim się nie spotkałem. Nawet w czasach największej brutalności policji w Polsce.
Niemieccy policjanci zaatakowali nas z niesamowitą agresją i okrucieństwem. Chwycono mnie za głowę i pochylono. Dostałem kilka haków w splot słoneczny, a potem ciosy kolanem w brzuch i żebra.
Zostałem rzucony na ziemię i kopany. Wykręcono mi ręce do tyłu, dostałem kilkanaście ciosów w głowę, a ktoś wpychał mi palce w usta i nos, a potem szarpał z całej siły.
W tym czasie słyszałem wokół siebie krzyki moich kolegów. Nikt z nas nie stawiał najmniejszego oporu, a mimo tego zostaliśmy skatowani.
Szarpiąc zaprowadzono mnie do radiowozu, gdzie zostałem zamknięty w plastikowej klatce 60 cm na 60 cm. Oprawcy wyłączyli celowo wentylację, żebym się dusił.
Nie pozwolono mi wezwać prawnika. Nie udzielono żadnej pomocy. Policjanci… śmiali się z nieskrywaną satysfakcją.
Ostatecznie Niemcy wypuścili nas po ponad godzinie. Byliśmy w szoku. Ponieważ ja i kilku moich kolegów czuło się naprawdę fatalnie, wezwaliśmy pogotowie, które zabrało nas do szpitala.
Video. Niemieccy policjanci bili, tak by doprowadzić do ciężkich urazów u aktywistów ROG
https://roty.pl/video-niemieccy-policjanci-bili-tak-by-doprowadzic-do-ciezkich-urazow-u-aktywistow-rog/
Tam znów upokorzenie i traktowanie jak bydło. Nie dopuszczono do mnie nikogo. Nawet tłumacza. Personel wykonał co prawda jakieś procedury medyczne, ale kiedy poprosiłem o wypis… dostałem pustą kartkę.
Bojąc się o zdrowie własne oraz moich przyjaciół, podjąłem decyzję, że wracamy czym prędzej do Polski, żeby wykonać rzetelne badania.
Bolała mnie głowa, miałem mdłości, a żebra kłuły przy każdym ruchu, śmiechu czy kaszlu.
Na szczęście diagnostyka wykazała poważne, ale nie zagrażające bezpośrednio zdrowiu ani życiu obrażenia.
Dzisiaj jednak znów poczułem się bardzo źle i doznałem dolegliwości związanych z jamą brzuszną. Byłem właśnie w szpitalu. Tak naprawdę dopiero czas pokaże, jakie będą konsekwencje tego pobicia.
Przyjacielu, chcieliśmy tylko przejść kilkaset metrów z krzyżem, stanąć przy tym głazie i odmówić modlitwę za tych, którzy zginęli z rąk niemieckiego okupanta.
Patrzyłem na to wszystko i czułem, jak narasta we mnie porażające poczucie, że spod tej wypolerowanej, europejskiej fasady współczesnych Niemiec nagle wychodzi coś bardzo starego, mrocznego i aż nazbyt dobrze znanego z naszej historii.
Wystarczyłoby zmienić im mundury, zdjąć współczesne oznaczenia z radiowozów i cofnąć czas o osiemdziesiąt kilka lat.
Mechanizm okazał się dokładnie ten sam: to Niemiec decyduje, gdzie Polak może stanąć, czy wolno mu nieść krzyż i czy ma prawo mówić o własnych pomordowanych.
To było w tym wszystkim najbardziej wstrząsające. Zobaczyłem nie tylko brutalną interwencję policji. Zobaczyłem tę samą niemiecką pychę, która przez dziesięciolecia zmieniła jedynie fasadę.
Piszę Ci o tym wszystkim nie po to, aby epatować bólem, ani po to, żeby budować wokół siebie jakąś legendę krzywdy, bo naprawdę nie o mnie w tej historii chodzi.
Ale po to, żebyś wiedział, jak wyglądała prawda tamtego dnia, zanim niemieckie komunikaty, medialne skróty i polityczne interpretacje spróbują przykryć ją zniekształconą i zmanipulowaną opowieścią.
Byliśmy w Berlinie z krzyżem, aby się pomodlić. Nie zrobiliśmy nic, co wymagałoby tak skrajnie brutalnej i gwałtownej reakcji.
Dziś, kiedy piszę te słowa po kolejnej wizycie w szpitalu, czuję zmęczenie, ból i zwykłą ludzką złość, ale nie czuję ani strachu, ani zwątpienia.
Przeciwnie – mam w sobie jeszcze głębsze przekonanie, że skoro prawda o polskich ofiarach, krzyż niesiony w ich intencji i spokojna modlitwa potrafią wywołać taką reakcję niemieckiego państwa, to znaczy, że dotknęliśmy sprawy, której oni wciąż najbardziej się boją: pamięci i prawdy.
Będę Cię informował o kolejnych krokach, o naszym stanie zdrowia, i o tym, jak ta sprawa będzie dalej wyglądała od strony prawnej oraz politycznej.
Będę domagał się wyjaśnień od polskiej dyplomacji, która zostawiła nas bez żadnej pomocy.
Ale przede wszystkim pociągniemy do odpowiedzialności niemieckich oprawców. Oni muszą ponieść konsekwencje. Od funkcjonariuszy, którzy nas pobili po ich dowódców i decydentów. Dość niemieckiej buty i dyskryminacji wobec Polaków.
Z narodowym pozdrowieniem!
Robert Bąkiewicz Prezes Ruchu Obrony Granic
PS. Niemcy postawili kamień. My przynieśliśmy krzyż. Oni wysłali agresywną policję. W tych trzech obrazach jest właściwie cała prawda o tym, jak wygląda dziś niemiecka „pamięć” o polskich ofiarach”.
Strona Ruchu Obrony Granic
https://www.ruchobronygranic.pl/
Chętni do współpracy Ruchem Obrony Granic i z Rotami Niepodległości Roberta Bąkiewicz mogą skontaktować się za pośrednictwem maila i telefonicznie.
[email protected]
509 941 261
Walkę Rot w obronie Polski i Polaków można wesprzeć finansowo, korzystając z poniższych kont:
Darowizny w PLN: 36 1020 1055 0000 9302 0445 6612
Darowizny w USD: 26 1020 1055 0000 9102 0445 8733
Darowizny w Euro: 46 1020 1055 0000 9702 0445 8758
Wpłata tytułem: darowizna na cele stowarzyszenia
Kod BIC (SWIFT): BPKOPLPW
IBAN: PL26 1020 1055
0000 9102 0445 8733
Jan Bodakowski
Twoje wsparcie to inwestycja w przyszłość Polski.
Dzięki Tobie możemy organizować więcej działań, manifestacji i kampanii, które przybliżają nas do wolnej i niepodległej Polski. Dołącz do grona naszych wspierających i bądź częścią siły, która zmienia rzeczywistość. Razem osiągniemy więcej!
WSPIERAJ NAS